piątek

Podwójnie pomidorowy podwójnie fastfood

Musiałam się zaopiekować zalegającym nieco za długo w lodówce tofu oraz końcówką pomidorów. Sięgnęłam po "Zaskakujące Tofu", żeby znaleźć tam przepis na frytki z tofu - bardzo mi się spodobał, podmieniłam tylko wszystkie składniki panierki (czyli właściwie cały przepis) i postanowiłam zjeść. Musiałam jednak zużyć też resztę długiej bułki, więc co - frytki w bułce? A czemu nie?


Indyjskie frytki z tofu

opakowanie naturalnego tofu
6 łyżek mąki z cieciorki
łyżeczka garam masali
pół łyżeczki wędzonej papryki
szczypta soli

Na talerzyku wymieszać mąkę z przyprawami. Kostkę tofu przekroić najpierw wzdłuż, na 3 duże plastry, a potem każdy z nich pokroić w słupki, jak frytki (można też odwrotnie, ale tak się mniej rozsypują). Rozgrzewamy na patelni olej jak do klopsów. Frytki obtaczamy ze wszystkich stron w panierce i smażymy ok minuty, po czym przewracamy na każdy bok tak,żeby było złote ze wszystkich stron. Odsączamy na papierze.


Podłużną bułkę podpiekamy (np w tosterze) i smarujemy sosem chili; układamy na niej dowolną ilość plastrów pomidora a na nich dowolną ilość frytek - ten przepis starczy na 2 bułki, lub jedną koszmarnie wypchaną. Polewamy dobrym keczupem (nie takim zrobionym ze skrobi i koncentratu), przykrywamy drugą częścią bułki i zjadamy, popijając sokiem pomidorowym dla większego hardkoru :)


To jest naprawdę fastfood - cała produkcja od momentu znalezienia patelni trwa poniżej 10 minut. Je się za to dłużej, bo trudno taką kanapkę ugryźć :) Ale naprawdę warto.

czwartek

Zapiekanki lipcowe

Kontynuując wczorajsze próby z kanapkami postawiłam dzisiaj na dłuższe zapiekanki z podłużnych, ciabattowatych grahamek wieloziarnistych (tylko 70 groszy za bułkę! będę tam kupować), z dodatkiem kupionego na targu bobu, świeżych pomidorów i posypki miso. Robiłam już przedtem pastę z bobu, ale teraz tak zakręciłam przepis, że może podam wszystko od początku; problem w tym, że nie wiem, ile bobu kupiłam:) tzn wiem - woreczek. Mam tylko nadzieję, że u was też sprzedają bób w foliowych woreczkach, no i w razie czego doprawicie po prostu do smaku.
Update - woreczek ma pół kilo:D


Ostra pasta z bobu

1/2 kg woreczek młodego bobu
2 ząbki czosnku
pół szklanki oliwy z oliwek (tak naprawdę na oko, ja akurat lubię dużo)
szczypta soli
pół łyżeczki czarnej soli (możecie zrezygnować, ale wg mnie fantastycznie się komponuje)
duuużo pieprzu

Gotujemy wodę. Wrzucamy bób i gotujemy 5 minut aż skórka się zmarszczy. Zdejmujemy, lekko studzimy i obieramy - to jest ta najbardziej nużąca część.

Czosnek rozgniatamy i łączymy z obranym bobem. Dolewamy trochę oliwy i dodajemy obie sole, miksujemy na gładką masę. Doprawiamy taką ilością oliwy, która zapewni kremową konsystencję i hojnie obsypujemy pieprzem. Mieszamy dokładnie i wstawiamy do lodówki lub smarujemy kanapki:

Długie, zapiekankowe bułki - ja wyjątkowo lubię zapiekanki z grahamek, ale nie każdy musi - smarujemy obficie pastą z bobu, obkładamy plastrami pomidorów i posypujemy posypką miso. Zapiekamy aż chleb zrobi się chrupki, a pomidory stopią; bób zrobi się w międzyczasie jaskrawozielony, tak jak na tym zdjęciu:


Ważna uwaga: zapchałam się tym strasznie, więc śmiem twierdzić, że porcja z 1 bułki starczy na 2 osoby - w razie obaw proponuję posmarować grubszą warstwą pasty, wychodzi jej dużo więcej, niż potrzeba na 2 zapiekanki, a to dlatego, że jest taka dobra :)

środa

Grzanki pomidorowe z posypką

Zawsze uważałam, że największą atrakcją grzanek z pomidorem jest ciepły, "stopiony" pomidor. Dzisiaj przeglądając blogi trafiłam na pizzę posypaną "wegańskim parmezanem" i to mi przypomniało o podobnym przepisie z Ultimate Uncheese Cookbook, który już kiedyś wypróbowywałam i całkiem mi smakował, chociaż miał dość mocny smak - od tego czasu nauczyłam się całkiem dużo o płatkach drożdżowych i miso jako przyprawie, więc uznałam, że mogę spróbować jeszcze raz. Pizzy nie chciało mi się robić, ale uznałam, że grzanki na razowym chlebie będą w sam raz na tą dziwną, letnio-deszczową pogodę.


Najpierw robimy posypkę; zmieniłam nieco składniki i proporcje oryginalnego przepisu, dostosowując go do posiadanych produktów i gustu kulinarnego (np wyrzuciłam sól).

1/3 szklanki zmielonych migdałów (przed mieleniem pół szklanki całych, bez skórki)
1,5 łyżki płatków drożdżowych
1,5 łyżeczki miso z brązowego ryżu

W miseczce łączymy wszystkie produkty i zagniatamy jak na kruszonkę do ciasta, do czasu, kiedy wszystkie składniki będą równomiernie połączone. Przekładamy do zamykanego pojemnika - można przechowywać w lodówce przynajmniej miesiąc.


Następnie przygotowujemy oliwę czosnkową: duży ząbek czosnku miażdżymy i siekamy, przekładamy do małego naczynia i szybko zalewamy ciepłą oliwą (możemy też całość lekko podgrzać w mikrofalówce). Jeżeli macie gotową oliwę czosnkową możecie przejść do grzanek.


Dużego pomidora (lub dwa, lub trzy-zależy od ilości grzanek) myjemy i kroimy na plasterki, ze skórką lub bez; można też użyć rozgniecionych pomidorów. Chleb na grzanki smarujemy oliwą (la lubię czosnek, więc rozsmarowałam dodatkowo na kanapce ten z oliwy), obkładamy dokładnie pomidorem i posypujemy posypką w takiej ilości, jaka nam przypadnie do gustu. Zapiekamy w opiekaczu, piekarniku lub mikrofalówce aż pomidory "stopią się" tak, jak lubimy, a chleb nabierze cech grzanki.

Polowanie na maliny



Maliny upolowane, razem z upolowanymi porzeczkami i zdobycznymi ciastkami korzennymi:


W kubku herbata miętowa a orzechy okazały się być tylko do ozdoby, bo nie mogłam znaleźć dziadka - zresztą pewnie i tak by się nie zmieściły, bo coś im się podejrzanie wyrosło. Zostaną do dekoracji.

sobota

Pasta z ziołowego tofu

Nie miałam dzisiaj ochoty na samo (mokre) tofu na tostach, ani tym bardziej na smażenie, więc postanowiłam po prostu rozgnieść je z paroma dodatkami i użyć jako smarowidła. Na 2 tosty wzięłam ćwierć kostki ziołowego tofu, pokroiłam je w drobną kostkę i rozgniotłam dokładnie widelcem. Wymieszałam z łyżką majonezu sojowego i łyżeczką płatków drożdżowych na jednorodną pastę, a na końcu dodałam 2 plasterki wędzonego tempeh pokrojonego w ukośne słupki (nie mam pojęcia jak to się nazywa) i wymieszałam.


Kupiłam wczoraj koszyczek pomidorów koktajlowych na przecenie i chciałam coś z nich dzisiaj rano zrobić, ale ocalały tylko dwa, a reszta powróciła do natury, więc po prostu dołożyłam je jako dodatek. W szklance mrożona herbata, zielona z miętą, idealna na upały.


Tak sobie patrzę na ten przepis i widzę, że odpowiada stereotypowi wegańskiego przepisu - żadnego składnika znanego potocznemu obserwatorowi:D No cóż, potoczny obserwatorze, doszkol się, to są naprawdę smaczne rzeczy.

środa

To nie tak, że nie było truskawek...

Miałam zamiar dołączyć do Sezonu Truskawkowego i dodałam tylko jeden przepis - ale to nie tak, że nie jadłam truskawek wcale, za bardzo je lubię, żeby tak zignorować sezon. Jadłam je tylko w mało oryginalnej formie.

1) Wyjazdowo i posezonowo, w formie dżemu na owsiance, popijane mlekiem czekoladowym:


Na kaszce mannie, z kawą zbożową:



2) Jako zdrowy dodatek do makowo-cytrynowych muffinek z Vegan Brunch (w moim wykonaniu raczej muffinek bakaliowych):


3) W sałatce, z kiwi i warzywami liściastymi:



Mam nadzieję, że korzystacie z owoców sezonowych w formie najzdrowszej, czyli po prostu świeżo zerwanych, umytych i wpakowanych garściami do ust. Sezon malinowy właśnie się zaczyna:)

wtorek

Jagodowe pole

Zgodnie z przewidywaniami nie daję rady publikować postów z komórki, a to z powodu ograniczeń rozmiarów maila, które nie pozwalają mi na przesłanie żadnego dużego zdjęcia...

Dobrze wyposażeni weganie wybierają się na obozy z własnym jedzeniem a potem i tam szabrują na jagodowych polach:


Siadają na 15 minut w zagajniku i przynoszą pół litra jagód na śniadanie:



Z zapasów robią naleśniki - polskie lub amerykańskie, w zależności od uzdolnień oraz patelni:



W zimne dni delektują się kaszą manną na mleku sojowym, posypaną jagodami:


Albo po prostu napychają się nimi garściami nad jeziorem :)

Nic nie przywiozłam, bo nie miałam czasu zebrać, ale jedyne, czego żałuję, to to, że nie wzięłam paru obsypanych jak porzeczki gałązek, żeby ususzyć je na herbatę.

sobota

Najlepsze, co może przydarzyć się rogalikowi...

... to posmarowanie go Carobellą z przeceny. Żeby się nie zasłodzić, dodajemy dwie pastylki miętowe w czekoladzie, a jeżeli ktoś nam zarzuci, że to nie wygląda na zdrowe śniadanie, to pokazujemy mu palcem świeży sok z marchewki.



Nie będzie mnie teraz przez jakiś czas; co prawda włączyłam przesyłanie postów telefonem komórkowym, ale na pewno coś pójdzie źle, więc jeżeli będą jakieś problemy z formatowaniem albo krzywe zdjęcia nie tam, gdzie trzeba, to należy je po prostu przyjąć do wiadomości i poczekać, aż wrócę :)

czwartek

tofujajeczne inspiracje

Wiele razy używałam tofu do potraw zawierających w oryginale gotowane czy smażone jajka; tutaj kilka ostatnich wariacji.



Tutaj na kanapkach sojecznica zrobiona z dodatkiem ciekawego wynalazku pt "mortadela sojowa", o którym chyba pisałam wcześniej - w każdym razie jako mortadela się nie nadaje, za to świetnie się topi. Dodana pod koniec smażenia do drobno pokruszonej sojecznicy nadaje jej miękką, ciągnącą się strukturę lekko ściętych jajek i aromat wkrojonej szynki. Sama sojecznica była z dodatkiem curry, chana masali, wędzonej papryki i soli jajecznej. Bardzo smaczna.




Tutaj pisałam o odtwarzaniu sałatki jajecznej w wersji wege, i udało mi się wczoraj zrobić jeszcze smaczniejszą, wychodząc z zupełnie innego założenia niż poprzednio - używając majonezu i siekając tofu na drobniutką kostkę. Oto przepis:

1/3 kostki naturalnego tofu
1/3 kostki wędzonego tofu
wege majonez
sól jajeczna
łyżka oliwy
szczypta kurkumy
szczypta wędzonej papryki
szczypta gałki muszkatołowej
ew. szczypiorek

Naturalne tofu kroimy na cienkie plasterki a potem w drobniutką kosteczkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy kostki tofu i chwilę smażymy aż się zezłocą, dodajemy przyprawy - soli wg smaku, jest mało słona - i smażymy jeszcze chwilkę, aż przyprawy dokładnie pokryją kostki. Zdejmujemy z patelni i odstawiamy do ostygnięcia.

Wędzone tofu kroimy podobnie jak naturalne - w drobną kostkę tej samej wielkości, i dorzucamy do wystudzonego tofu w przyprawami. Siekamy opcjonalny szczypiorek i dorzucamy do reszty, a potem mieszamy z dowolną ilością majonezu. Używamy tak samo jak sałatkę jajeczną, czyli na kanapki albo jako samodzielny twór.

Śniadanie w centrum

Ciabatta z czosnkiem i pomidorami (miała być z oliwkami, ale nie dało się ich z zewnątrz odróżnić), 2 sałatki - ziemniaczana z fasolką i jakieś sałaty z pomidorem i kukurydzą, shake brzoskwiniowy. Widok na jezioro z centrum handlowego - brzydka pogoda, więc zdjęcia nie zrobiłam.


Fajnie, ale nadal wolałabym móc zamówić jakieś treściwe śniadanie na mieście. Nawet kanapkę.

piątek

Meksykański koktajl truskawkowy

W tym przepisie są same dobre rzeczy: truskawki, czekolada i chili. W sam raz na łagodny, promienny poranek ;)


2 szklanki umytych truskawek
szklanka mleka czekoladowego
1-3 łyżki cukru trzcinowego (jak kto lubi, ja dodałam 2 bo truskawki nie były aż tak słodkie)
łyżeczka sosu tabasco

Truskawki miksujemy z cukrem i sosem tabasco. Dolewamy zimne mleko czekoladowe i mieszamy do połączenia. Myślałam, żeby w ramach większej meksykańskości dodać tam słodkiego pomidora, ale to już zostawiam do dalszych eksperymentów :)

To mój pierwszy przepis na Sezon Truskawkowy, kiepsko w tym roku z nowymi przepisami ;)

Sezon Truskawkowy 2009

czwartek

Wracając do gofrów...

Następny przepis z Vegan Brunch: klasyczne gofry, miękkie i chrupiące, lekko gorzkawe od skarmelizowanego cukru, właściwie robią się same:

2 szklanki mleka roślinnego
łyżeczka octu winnego (lub jabłkowego, oni zawsze podają jabłkowy, ale używam tego, który akurat mam)
3 łyżki oleju
3 łyżki słodu jęczmiennego (oczywiście nie mam czegoś takiego, więc zastąpiłam go sztucznym miodem)
1 3/4 szklanki mąki
1/4 szklanki kaszki kukurydzianej
pół łyżeczki soli
łyżka proszku do pieczenia (nie łyżeczka, łyżka)
łyżka skrobi kukurydzianej (dodałam ziemniaczanej, Amerykanie jej po prostu nie mają, więc używają kukurydzianej, ale działa tak samo)

Rozgrzewamy gofrownicę. W dużej misce mieszamy mleko, ocet, olej i słód jęczmienny aż wszystko się połączy. Dodajemy pozostałe składniki i mieszamy aż ciasto będzie gładkie i bez grudek. Nalewamy do gofrownicy i dalej postępujemy wg własnego doświadczenia :)


Te gofry są dobre tylko na słodko, więc zjadłam je z plastrami pomarańczy polanymi sztucznym miodem. Posypane cukrem pudrem sprawdzają się tak samo dobrze, ale jak szaleć, to szaleć :)

wtorek

Nie uwierzycie...

Ostatnio świat w postaci naszego kraju bardzo mnie zadziwia - najpierw wydają wegańską książkę o tofu, potem sprzedają jogurty sojowe w marketach, Coffee Heaven wprowadza wegańskie latte a teraz Biedronka wprowadziła własne mleko sojowe w 3 smakach!


Na zdjęciu czekoladowe - jest jeszcze naturalne i waniliowe. Kupiłam w celach badawczych :D Bo mam własny automat, więc nawet cena 3,99 do dla mnie jakieś 8x tyle ile wydaję na litr, ale na czekoladowe pewnie nie raz się skuszę, bo domowe mi nigdy dobre nie wyszło. Jeżeli chodzi o skład, to nie odbiega on od standardowej 4-linijkowej listy, ale przynajmniej zawiera jakieś witaminy i wapń. Czekam teraz na ruch ze strony Lidla, bo w Hiszpanii ich mleko miało najkrótszy i najczystszy skład, o ile dobrze pamiętam, chociaż w smaku pozostawało za carrefourowym daleko w tyle :)

To jeszcze nie koniec nowości - wydali po polsku Skinny Bitch!


Zastanawia mnie, dlaczego akurat to, a nie jakąś inną, mniej kontrowersyjną w przesłaniu (przejdź na weganizm, a będziesz tak chuda jak modelki), ale chyba postanowili uderzyć do szerszej publiczności. Szykują też drugą część, w które są przepisy - Skinny Bitch in the Kitch, którą pewnie nabędę, chyba że będą w środku same przepisy na sałatki :) Tymczasem autorzy oryginału przygotowali wersję dla mężczyzn o adekwatnym tytule Skinny Bastard.

Coś się zmienia w tym kraju, nie za bardzo wiem dlaczego, ale może na dobre ;)

niedziela

Czerwcowe pudełka

To chyba będą ostatnie czerwcowe pudełka, bo nie będę zostawać w pracy tak długo, żeby jeść regularne drugie śniadanie. Nie są zbyt kreatywne, bo ostatnio byłam ciągle śpiąca i brałam to, co było :)


Po lewej: sałata z marynowanymi cebulkami - mój klasyk

Pośrodku: sojecznica z tempeh

Po prawej: bagietka pokrojona w kawałeczki

Wypróbowałam sposób na sojecznicę zamieszczony w Vegan Brunch, który różni się od mojego kolejnością przygotowania - najpierw podsmaża się tofu, a kiedy się zezłoci, dolewa wodę z przyprawami. Wydawało się to fajne, ale wyszło bardzo słone i suche, więc chyba zostanę przy swoim tradycyjnym sposobie.



Po lewej: plasterki mortadeli sojowej i smażonego tempeh - mało oryginalnie

Pośrodku: placuszki ziemniaczane z czarnym sezamem

Po prawej: sałata, sama, bo nawet cebulki mi się skończyły :)


Przy okazji mogę zdradzić sekret - wszyscy się zastanawiają jakim cudem nie rozwalają mi się kotlety ziemniaczane bez jajka. Odpowiedź brzmi - robię je z puree w proszku :P Nienawidzę obierać ziemniaków...

Serek do smarowania z nerkowców

Mam mnóstwo zaległych przepisów, do których przedtem nie miałam zdjęć, bo utkwiły na wyładowanym telefonie i nie mogę znaleźć czasu, żeby je wszystkie wpisać. Powinno mi się udać do jutra, ale kto wie... zacznę od ostatniego znaleziska, pysznego kremowego serka z Big Raw Vegan Blog.


Kremowy serek z nerkowców

1/2 szklanki nerkowców
1/4 szkl płatków drożdżowych (ja użyłam znacznie mniej, bo tylko tyle miałam - ok 3 łyżek)
1/4 cup płatków owsianych
1/2 łyżeczki soli
2 ząbki czosnku (za dużo IMHO)
szklanka wody


Wszystkie składniki oprócz wody wrzucić do miski lub stojącego blendera koktailowego (wg mnie on się lepiej nadaje do serków, ale jak ktoś nie ma, to trudno). Dolewamy powoli wodę tak, żeby było jej tyle, co pozostałych składników. Miksujemy na gładką masę, w razie czego dolewają resztę wody. Przekładamy do innego naczynia i zostawiamy w lodówce na noc - zgęstnieje do konsystencji Almette.



Ten serek jest po prostu boski; ma niepowtarzalny, pyszny smak, jest dość ostry, więc możecie chcieć dodać mniej czosnku. Nie wiem jak by smakował z podaną ilością płatków drożdżowych, ale taka dla mnie jest idealna, więc chyba będę robić dalej w ten sposób.

Sałatka ziemniaczana z sosem awokado + wyniki ankiety

Najpierw chciałabym podziękować wszystkim głosującym w ankiecie. Tak przedstawiają się wyniki:


Interesujące, oryginalne przepisy zdecydowanie dominują nad resztą potencjalnej treści. Ciekawe, że w przypadku książek kucharskich jest zazwyczaj odwrotnie: kupuje się je "na wygląd", rzadko przeglądając porządnie zawartość i sprawdzając, czy to się nam w ogóle przyda (przynajmniej ja tak robię, na szczęście nie przejechałam się na niczym drogim).


Nie zauważyłam, że Bar Sałatkowy kończy się wczoraj, nie dzisiaj, i nie zdążyłam dodać tam sałatki, ale trudno się mówi. To następny przepis z Vegan Brunch - klasyczna sałatka ziemniaczana, ale bez majonezu, za to z sosem z awokado. A ponieważ w moim świecie ziemniaki i kalafiory są do siebie bardzo podobne (bez smaku, dziwnie pachną, wymagają ukrycia w daniu, dobre pieczone) to moja sałatka jest kalafiorowo-ziemniaczana, i to już wszystkie odstępstwa od przepisu. Prawie.

Na 4 porcje (połowa oryginalnego przepisu):

4 duże ziemniaki, ugotowane i obrane
1 dojrzałe awokado
łyżka soku z limonki
1/4 łyżeczki soli
szczypta cayenne (dodałam łyżeczkę sosu chili)
1 pomidorek koktailowy (ominęłam, nie znoszę pomidorów z awokado)
pół małej czerwonej cebuli
1 malutki ogórek (zapomniałam o nim, ale dodałam za to małą główkę gotowanego w całości kalafiora)
+ trochę octu winnego, na intencję tego, że kalafior jest bez smaku

Kalafiora dzielimy na małe różyczki - dobrze, żeby nie był za miękki, bo wtedy nam się rozpaćka. Ziemniaki kroimy w kostkę, i ewentualnego ogórka też (po obraniu go ze skórki). Polewamy lekko octem, jeżeli tak ja ja uważacie, że te warzywa nie mają smaku (śmiem twierdzić, że warto).

Awokado przekrawamy na pół, wyjmujemy pestkę i wyciągamy miąższ. Oryginalny przepis postuluje zblendowanie składników sosu, ale ponieważ moje awokado prawie rozpływało się w palcach, uznałam to za zbędne i rozgniotłam je z sokiem z limonki, solą i sosem chili za pomocą tego drewnianego czegoś w kształcie gwiazdki, co każdy nazywa inaczej. W związku z tym cebulkę tylko drobniutko posiekałam i wymieszałam z sosem - jeżeli dodajecie pomidora, to macie go zmiksować razem z awokado. Na końcu dolałam trochę mleka sojowego, bo jak na mój gust sos był trochę za gęsty, i wymieszałam z warzywami.


No cóż - sałatka ziemniaczana nigdy dobrze się nie prezentuje, ale zawsze jest smaczna. Sos awokado zamiast majonezu to naprawdę dobry pomysł - z początku sałatka smakowała zupełnie jak majonezowa a kiedy przegryzła się w lodówce zaczęła przypominać pyry z gzikiem :) W każdym razie, jeżeli zostanie wam jakiś niezjedzony kalafior czy ziemniaki, to jest dobry pomysł na wykorzystanie go, należy tylko pamiętać, że awokado ciemnieje i sałatka nie może stać za długo (kilka godzi jest ok, ale przez noc już nie)

sobota

Gofry kukurydziane

Mój Vegan Brunch dotarł w czwartek!!! Zamawiałam 13 maja, więc jestem zdumiona szybkością działania księgarni Omnibus. Książka jest świetna, chociaż zdjęcia, na które się tak śliniłam, wyglądały jednak lepiej w internecie:P (doszłam do wniosku, że to kwestia chropowatego papieru, a nie rozdzielczości czy oświetlenia). Jeżeli chodzi o przepisy, to zaskoczyła mnie ilość ziemniaków- ziemniaki na śniadanie? Nawet na drugie? Brr... Poza tym zgrzytem wszystko jest rewelacyjnie, składników egzotycznych jak na lekarstwo (zaobserwowałam na amerykańskich blogach zachłyśnięcie się seropodobnymi wyrobami i bałam się ich tutaj, ale występują w rozsądnych ilościach, jako opcjonalny dodatek). Książka jest naprawdę wyjątkowa - każdy przepis opatrzono krótkim wstępem (podobnie jak u Nigelli) i w każdym widać niesamowitą kreatywność i wkład własny autorki (zupełnie nie jak u Nigelli) oraz niesamowitą dawkę miłości, którą obdziela po równo czytelnika, jedzenie i zwierzęta, których nie wykorzystuje przygotowując je.



Miałam z tej książki zabrać jakiś przepis na naleśniki, skoro mamy tydzień naleśnikowy, ale traf chciał, że zakochałam się w gofrach :) Zapewniam jednak wszystkich, że ciasto można wykorzystać RÓWNIEŻ jako ciasto naleśnikowe, co prawda bardziej w stylu amerykańskim niż polskim, ale pancakes to też dobra rzecz, nie należy dyskryminować cudzych sposobów smażenia ciasta na patelni. Przy okazji - zrobiłam te gofry dokładnie wg przepisu! Fakt wart odnotowania, bo zdarza mi się to chyba już 2 raz w tym roku... może to świadczyć o spadającej kreatywności, ale wolę wierzyć , że Isa jest Boginią i wszystko, co napisze, jest godne naśladowania ;)


Kukurydziane gofry

2 szklanki mleka (migdałowego lub innego, ja użyłam sojowego)
łyżeczka octu winnego
1,5 szklanki kaszki kukurydzianej (tak, kaszki, nie mąki!)
szklanka mąki
łyżka proszku do pieczenia (tak, łyżka)
pół łyżeczki soli
1/4 szklanki cukru - do słodkich, lub 2 łyżki - do niesłodkich
1/4 szklanki oleju

Do mleka dodajemy ocet i odstawiamy aż się zetnie (o tym, dlaczego się tak robi, pisałam tutaj). W dużej misce mieszamy kaszkę, mąkę, proszek, sól i cukier (ja chciałam gofry uniwersalne, więc dodałam 2 łyżki i i tak wyszły słodkawe, co nie przeszkadzało jednak w zjedzeniu ich z tempehem i pomidorem). Robimy na środku wgłębienie, do którego wlewamy skłaczone mleko (no wygląda, jakby miało kłaczki...) i olej, mieszając powoli - mi osobiście kaszka kukurydziana kojarzy się z kuchnią włoską, więc żeby pozostać w klimacie użyłam oliwy z oliwek. Mieszamy aż ciasto będzie gładkie i wszystkie składniki się połączą. Rozgrzewamy gofrownicę lub patelnię i smażymy - przepis jest podobno na 8 gofrów, ale mi wyszło 10 i jeszcze trochę ciasta.

Isa podaje w książce kilka przydatnych informacji na temat robienia gofrów (i naleśników też, ale to kiedy indziej): należy zawsze smarować gofrownicę tłuszczem przed wylaniem ciasta, a nie tylko na początku (przydatna rada), gofry są gotowe kiedy przestaną dymić (również przydatne), nie należy się przejmować rozlewaniem ciasta po całej powierzchni, bo jak zamkniecie gofrownicę samo się rozleje (nieprawda, co można podziwiać na zdjęciu powyżej).

Co tu dużo mówić - są przepyszne. Robi się je szybko i naprawdę zapychają, zwłaszcza w mojej wersji kanapkowej: gofr (gofer?? autokorekta mówi, że gofr), majonez, tempeh, pomidor, awokado, musztarda i sos chili :)



Jak już wspomniałam, ciasto nada się też na grube, amerykańskie naleśniki - chociaż w takim wypadku odstawiłabym je na jakieś pół godziny, żeby kaszka zdążyła namoknąć (ale mogę się mylić). W każdym razie nieposiadanie gofrownicy nie powinno nikogo odstraszyć od wypróbowania przepisu, chociaż osobiście uważam, że to poważne niedopatrzenie sprzętowe, mimo że korzystam jakoś raz na miesiąc :P

piątek

Ciastka z adzuki

Od kiedy zjadłam japońskie ciastka z pastą z fasoli adzuki miałam ochotę zrobić ją w domu; kupiłam nawet fasolę, jakiś miesiąc czy półtora temu, i od tego czasu leżała w szafce, do wczoraj. Fasola adzuki pochodzi z Japonii i jest tradycyjnie używana do słodkich nadzień do ciastek czy pierożków - to znaczy trudno powiedzieć, jak bardzo tradycyjnie używana, co robili, kiedy nie było cukru? W każdym razie fasola jest dostępna w Polsce w sklepach ze zdrową żywnością oraz marketach i wygląda tak:

Zamierzałam zrobić trochę samej pasty wg tego przepisu i użyć jej do naleśników, ale zagapiłam się i zamiast rozgotować fasolkę w cukrze zasypałam fasolę cukrem. Przepis tradycyjny jest w linku powyżej, a mój tutaj:

szklanka suchej fasoli adzuki
2/3 szklanki cukru
duuuuuuuuużo wody

Fasolę namaczamy na noc w dużej ilości wody; podobno nie trzeba, ale ja i tak moczę, bo nie lubię stać godzinę nad garnkiem. Wodę odlewamy, dolewamy dużo czystej - mniej więcej 3x tyle ile wyszło nam namokniętej fasoli i gotujemy przez 30 -45 min do miękkości. Odsączamy i zasypujemy cukrem, dolewają trochę wrzątku, żeby mógł się rozpuścić. Całość miksujemy na gładką pastę; z początku może być trochę rzadka, ale potem zgęstnieje.

Moja zgęstniała tak, że da się z niej lepić kulki, więc na śniadanie ulepiłam dwie i rozpłaszczyłam na ciastkach pełnoziarnistych:


Kolory odzwierciedlają stan faktyczny - pasta jest fioletowa. W filiżance czekoladowe mleko ryżowe firmy Vitariz, bardzo smaczne prosto z lodówki na śniadanie.

czwartek

Sałatka z tempeh i soczewicy

Pyszna, lekka i sycąca sałatka zrobiona właściwie z resztek, z chlebem idealna na drugie śniadanie:



3 duże liście sałaty
pół szklanki ugotowanej brązowej ciecierzycy
50 g wędzonego tempeh
łyżka siekanych orzechów włoskich
kilka plastrów awokado (opcjonalnie)

Sałatę myjemy i suszymy, rwiemy na kawałki. Tempeh kroimy w drobną kostkę, mieszamy razem z sałatą, soczewicą i orzechami. Ja dodałam jeszcze trochę awokado, które zabezpieczyłam przed zgorzknieniem odrobiną octu jabłkowego - nie jest ono koniecznym składnikiem, ale nadaje przyjemnego posmaku sałatce, zwłaszcza, że jest ona bez dodatków.

Nie użyłam tu żadnego sosu, bo brałam sałatkę na wynos; dodatkiem był chleb pełnoziarnisty ("aztecki":P) i jogurt naturalny.


niedziela

Śniadanie na balkonie i wegańska 100

Jestem zdania, że jeżeli tylko można siedzieć na balkonie, to siedzieć trzeba, przy czym możliwość ta zasadza się na posiadaniu balkonu i niczym poza tym. Kiedyś nocowałam w Berlinie u znajomego, który miał fantastyczną kuchnię z oknem balkonowym, tak że latem otwierało się je na oścież i balkon, wraz ze stolikiem kawiarnianym i krzesłami, stawał się częścią wnętrza - fantastyczna sprawa.


Tutaj herbata z prażonym ryżem oraz wielowarstwowa kanapka: tost orkiszowy, wege majonez, plastry awokado (tak, awokado da się pokroić w okrągłe plastry, chociaż wymaga to pewnej dozy pomysłowości), plastry pomidora, marynowane cebulki, musztarda francuska, szczypiorek od dymki i znowu tost. Kocham takie awokado, kocham ten majonez, teraz rozumiem, dlaczego Amerykanie są tacy tłuści! A wystarczyłoby ich ze sobą nie łączyć...


Z innych amerykańskich pomysłów postanowiłam zaadoptować wirusowego posta blogowego pod nazwą Wegańska Setka: sto produktów wegańskich, które "trzeba spróbować". Zasady są proste, umieszczamy na swoim blogu listę (którą poświęcę się i przetłumaczę) produktów, pogrubiając te, które się zjadło i wykreślając lub zaznaczając kursywą te, których jeść się nie ma najmniejszego zamiaru. Postanowiłam wprowadzić modyfikację w polskiej wersji i dodać ocenę zjedzonych produktów od jednego do trzech plusów lub minusów w zależności od naszego zdania, jeżeli produkt nam wisi i powiewa to oczywiście nie umieszczamy nic :) Po wypełnieniu zarażamy przynajmniej jednego bloga i umieszczamy linka do swoich odpowiedzi w komentarzach do tego posta. Zapraszam WSZYSTKIE blogi prowadzone przez wegan - niezależnie od tematyki - do zabawy i na początek zarażam dwa, które znam, czyli więcej yofu i I can't believe it's vegan :)

Razem z koleżanką Mandragorą pozmieniałyśmy trochę niektóre produkty, dostosowując je do polskich realiów (np tam, gdzie wymieniono typowo amerykańskie marki jakichś podróbek lub uznałyśmy, że brakuje tam typowo polskiego produktu a zamiast niego jest coś dziwnego:P)

1. Tempeh +++
2. Warzywne smoothie +
3. Sojecznica ++
4. Haggis
5. Świeży kokos
6. Creme brulee = nie jadłam, ale mam przepis i zrobię go jak tylko... no kiedyś w każdym razie zrobię
7. Fondue = wegańskie fondue jest trochę dziwne, ale jeżeli nie oczekuje się smaku sera, to w sumie smaczne
8. Marmite/Vegemite -
9. Barszcz :)
10. Baba ghanoush --
11. Nachos
12. Makaron soba +++
13. Klasyczna amerykańska kanapka - masło orzechowe z dżemem --
14. Aloo gobi
15. Taco (no oryginalnego nie jadłam)
16. Tajwańska herbata Boba
17. Czarna trufla
18. Wino owocowe = jabole też się liczą? :>
19. Gyoza
20. Lody waniliowe
21. Zielone pomidory
22. Świeże borówki
23. Ceviche
24. Ryż z fasolą
25. Knysz
26. Surowa papryka jakaśtam
27. Dulce de leche
28. Kawior = chociaż w sumie może jadłam, nie wiem, co autorzy mają dokładnie na myśli
29. Baklava
30. Pasztet
31. Orzeszki w polewie Wasabi
32. Gulasz podawany w chlebie -
33. Mango lassi
34. Kapusta kiszona :)
35. Shake czekoladowy
36. Cydr
37. Rogalik z dżemem
38. Galaretka z wódki +++ absolutny hit imprezowy :D W moim wykonaniu zwala z nóg po 3 łyżkach, ale mogę nauczyć zrobić łagodną wersję jak ktoś chce i nie wierzy, że się da
39. Bigos
40. Frytki z fastfoodu
41. Surowe Brownies = no jakoś nie mam ochoty...
42. Młoda cieciorka = na logikę coś takiego musi istnieć, ale nie podejrzewałam, że tak jest :)
43. Dahl ++
44. Domowe mleko sojowe ++
45. Wino za ponad 100 zł
46. Stroopwafle = jeżeli zakładam poprawnie, że to to samo co Tofinki sprzedawane w sklepikach szkolnych, to jadłam. Polskie chyba nie są wegańskie
47. Samosy +++
48. Warzywne Sushi +++
49. Lukrowane ciasto
50. Glony
51. Opuncja
52. Umeboshi
53. Jogurt sojowy
54. Bagietka z oliwą i pomidorem
55. Wata cukrowa
56. Gnocchi
57. Piña colada
58. Sok z brzozy +
59. Scrapple
60. Draże karobowe --- nie znoszę karobu
61. Tort czekoladowy
62. Tekstura sojowa
63. Kotlety z ciecierzycy ++
64. Curry +
65. Durian
66. Domowe kiełbaski = zależy które, większość zrobiłam tylko raz, co chyba najlepiej o nich świadczy...
67. Churros
68. Wędzone tofu
69. Smażone plantany (zielone banany)
70. Mochi +++ mochi jest boskie
71. Gazpacho +++
72. Ciepłe pieguski
73. Absynt ---
74. Kukurydza na kolbie --
75. Bita śmietana prosto z puszki
76. Grejpfrut
77. Surowe brokuły i kalafior
78. Puree ziemniaczane z sosem
79. Jerky
80. Croissanty = wegańskich nie jadłam
81. Zupa cebulowa
82. Naleśniki na słono
83. Słone paluszki
84. Obiad w wegańskiej restauracji
85. Moussaka
86. Kiełki
87. Makaron z "serem"
88. Kwiaty
89. Zupa z pieczonej dyni
90. Biała czekolada = nie jadłam wege białej czekolady, ale ponieważ klasycznej nie znoszę i uważam ją za mydło, to na pewno próbować nie będę (chociaż w sumie majonez w wersji roślinnej okazał się jadalny, więc może trzeba by było)
91. Seitan +++
92. Kimchi
93. Wegańskie żelki
94. Żółty arbuz
95. Chili z czekoladą
96. Bułka z wegańskim serem
97. Mleko migdałowe
98. Polenta +++
99. Jamaiska kawa Blue Mountain
100. Surowe ciasto +++

Jadłam podejrzanie dużo z tych rzeczy...